Teksty na każdy temat (reklama wysyłka smsów ,)
Oparła się o gładką kamienną ścianę i założyła ramiona w geście oczekiwania. Obudziła się niechętnie, uporczywie szarpana przez kogoś za ramię. Rozdrażniona, długo mrugała oczami, wpatrując się w twarz nieznajomego mężczyzny. Ty jesteś Maris rzekł. Maris lotniczka? Maris z Amberly Mniejszej? Był bardzo młodym człowiekiem o zaciętej, wyrazistej, ascetycznej twarzy, z której nie dawało się wyczytać niczego. Jego duże, ciemne i wodniste oczy wyglądały bardzo osobliwie. Rdzawe włosy przybysza były ściągnięte do tyłu i związane, odsłaniając w ten sposób wysokie czoło. Tak odparła Maris, wyprostowując się. Jestem Maris. A co się stało? Musiałam zasnąć. Rzeczywiście powiedział tamten beznamiętnym głosem. Przypłynąłem na statku. Pokazano mi cię. Sądziłem, że pojawiłaś się tutaj w związku z moim przybyciem. Och! Maris szybko się rozejrzała. Tłum przerzedził się niemal całkowicie. Doki opustoszały i tylko na pomoście stała grupka handlarzy, a ekipa robotników portowych rozładowywała skrzynie z odzieżą. Usiadłam i czekałam mruknęła. Widocznie zamknęłam oczy. Ostatniej nocy nie spałam zbyt dużo. Pomimo oszołomienia Maris uświadomiła sobie, że przybysz wydaje jej się dziwnie znajomy. Uważnie mu się przyjrzała. Ubranie młodzieńca było skrojone na wschodnią modłę, ale nie miało deseniu i zostało uszyte z szarego, grubego, zapewniającego ciepło materiału. Nosił kaptur i nóż w skórzanej kaburze przy pasie. Mówisz, że jesteś ze statku? zagadnęła.

(Reklama: )
